Dla każdego z nas 8 000 km brzmi abstrakcyjnie. A hasło „najtrudniejszy rajd świata” wydaje się marketingowym sloganem stworzonym na potrzeby mediów.
Dla każdego z nas te liczby są tylko suchą statystyką — dopóki nie zobaczymy, jak za nimi stoją nieprzespane noce, zmęczenie zapisane na twarzach mechaników, decyzje podejmowane pod presją sekund i temperatura, która nie wybacza żadnego błędu. Dakar przestaje być abstrakcją dopiero wtedy, gdy stoisz w środku pustyni i widzisz, jak bardzo ten rajd obnaża granice człowieka, sprzętu i zespołowej wytrzymałości. Spędziłem blisko cztery tygodnie w Arabii Saudyjskiej, towarzysząc Kamena Rally Team w ich wyzwaniu. Codziennie widziałem emocje, jakie im towarzyszyły, słuchałem relacji z przebytych odcinków specjalnych. Rozmawiałem z mechanikami — o legendarnym DAF-ie 3300, o "dakarowych" smaczkach, doświadczeniach i zmęczeniu. Pomagałem Gerardowi de Rooy smażyć placki dla teamu, wymieniałem się spostrzeżeniami o efektywności pracy diagnoskopów z menedżerem teamu, Henkiem. Roznosiłem wodę, ale przede wszystkim dbałem o to, żebyście mogli zobaczyć Dakar inny niż w mediach. Prawdziwy. Nielukrowany. To jaki jest w rzeczywistości ten „najtrudniejszy rajd świata”? Na pewno ekstremalny. Chociażby dlatego, że utrzymanie samochodu w gotowości do pokonywania wydm, skał i pustyni — w ogromnych temperaturach, kurzu i piasku — to gigantyczne wyzwanie. Codziennie widziałem mechaników, którzy z niecierpliwością czekali na zawodników tylko po to, by dowiedzieć się, że tej nocy nie zasną. Bo zawieszenie trzeba ogarnąć, bo most jest do wymiany, bo turbina siadła, bo była niespodziewana kraksa. W rękach tych dwóch, czasem trzech mechaników spoczywał los kilkumilionowego budżetu zespołu. Od nich zależało, czy logo sponsorów jeszcze raz mignie w mediach. Czy zawodnicy udzielą kolejnego wywiadu. Czy w końcu wjadą na rampę z napisem: Finish line – you are Dakar’s hero. Udało się? Samochód naprawiony? Załoga wyjechała na kolejny odcinek specjalny? Nie ma czasu na rozdawanie medali ani klepanie się po plecach. Masz dosłownie 30 minut na spakowanie narzędzi, złożenie stanowiska i ruszenie w drogę. Przed Tobą 800 km. Kolejny obóz trzeba rozbić i zdążyć przed zawodnikami. Nigdy nie wiesz, co tym razem będzie wymagało naprawy. I tak przez kolejne 14 dni. Dla mechaników to wysiłek, jakiego nie doświadcza się na co dzień.
W 2026 roku o zwycięstwie na mecie decydowały minuty, a czasami sekundy. Brzmi niewiarygodnie, ale w klasie motocykli po dwóch tygodniach ścigania przegranego od zwycięzcy dzieliły… dwie sekundy. W ciężarówkach — 20 minut. Jak bardzo trzeba być skoncentrowanym, jak mocno cisnąć, aby po 8 000 km mgnienie oka decydowało o tym, kto trafi na karty historii, a o kim zapomnimy. Tak — ekstremalny to bardzo dobre słowo. Jak ogromna presja musi towarzyszyć kierowcom, gdy bez przerwy czują oddech rywali na plecach. Nie możesz pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia. Odpuściłeś przed wydmą? Właśnie przegrywasz Dakar. Zgubiłeś drogę? Może się okazać, że tych strat już nie odrobisz. Jak utrzymać tak wysoką formę, gdy dzień w dzień wstajesz o 3–4 rano, potem przez kilkanaście godzin walczysz o wynik na trasie w 55-stopniowym ukropie, a na mecie czeka Cię tylko… przygotowanie do kolejnego odcinka? Chciałbyś odpocząć? Oczywiście. Za dwa tygodnie. Teraz nie ma na to szans. Dlaczego ten rajd jest tak trudny? Bo żaden samochód ani motocykl na świecie nie był nigdy testowany w tak ekstremalnych warunkach. Dziesiątki inżynierów Defendera dbających o każdy szczegół. Miasteczka serwisowe Forda czy Sandriders Dacia, gdzie mechanicy uwijają się jak w ukropie.


Bo jeśli coś sprawdzi się na Dakarze , to na europejskich drogach poradzi sobie bez problemu. A jeśli Twoja chłodnica, most czy silnik znajdą się w zwycięskim pojeździe, masz pewność, że jesteś o dwie długości przed konkurencją. Autos w tym wyścigu miało również swój sukces. Nasze logo znalazło się na legendarnej ciężarówce, która po raz pierwszy w blisko 50-letniej historii Dakaru wygrała odcinek specjalny w klasyfikacji generalnej. Jeszcze nigdy żadna załoga tego nie dokonała. Mało tego — sponsorowany przez nas Kamena Rally Team wygrał Dakar Classic Truck. Duma rozpiera nie tylko dlatego, że wsparliśmy tych niesamowitych rajdowców finansowo, pomagając im spełnić przygodę życia. Równie ważne jest to, że w tym sukcesie pomogła im marka Silverlines, producent olejów z naszej oferty.